Mądrość ludowa głosi, że dzieci uczą się języków szybciej niż dorośli. Jeśli jest się małym a mama pilnuje, żeby był podwieczorek, kładzie lulu po dobranocce, nie ma właściwie nic lepszego do roboty niż uczyć się języka. Dzieci najpierw naśladują dźwięki, mówią mama i tata, przechodzą okres gaworzenia aż wreszcie zaczynają mówić. Słyszy się też, że dzieci wychowane w innym kraju, mieszkające z rodzicami emigrantami uczą się obcego języka tak dobrze jak miejscowi. Dlaczego tak się dzieje?
Nauka języka w tym przypadku nie jest trafnym określeniem. Brzdące do pewnego wieku mają naturalną zdolność przyswajania języka. Dzieciaków nie obchodzi jaki to akurat język. Może być polski, może być angielski i równie dobrze każdy inny. Maluchom zawsze się udaje. Jeśli nie ma problemów neurologicznych, w odpowiednim momencie mówią tak, jakby nic innego w życiu nie robiły. Zdarza się też, że dziecko jest wychowywane przez mamę Polkę i ojca Anglika. Wtedy równolegle zaczyna mówić w obu językach. Co ciekawe, wcale nie jest tego świadome. Sądzi, że do mamusi mówi się inaczej a do tatusia inaczej. Dopiero później, gdy dojrzeje do wieku szkolnego, dwujęzyczne dziecko uświadamia sobie te fakty.
Okres w którym dzieci rozwijają się językowo w ten sposób kończy się w wieku około dwunastu lat. Od tego momentu mówimy już o nauce języka obcego. Dziecko musi się przed dwunastym rokiem życia nauczyć języka ojczystego, bo gdy przegapi ten okres, będzie miało kłopoty. Historia niestety zna przypadki, kiedy dzieci dorastały bez dostępu do języka. Faron Psametych I, sześćset lat przed naszą erą, zaciekawiony co stanie się, jeśli dzieci będą pozbawione tego bodźca, nakazał zamknąć dwoje noworodków w szopie niedaleko Sfinksa i dał im do opieki głuchoniemą niańkę. Sądził, że dzieci zaczną mówić w oryginalnym, pierwotnym języku ludzkości a on chciał sie dowiedzieć co to za język. Niestety w szopie, oprócz niańki znajdowały się również owce. Eksperyment dowiódł, że dzieci nauczyły się dość dobrze naśladować beczenie owiec ale nic ponadto.
Istnieją lepiej udokumentowane przypadki tak zwanych Wilczych Dzieci, będących prawdopodobnie pierwowzorem Mowgliego z Księgi Dżungli. Są to zwykle bardzo smutne historie dzieci żyjących w izolacji, z różnych powodów odciętych od świata. Jednym z najciekawszych, dość dokładnie opisanych przypadków jest Kaspar Hauser. Pojawił się on w wieku 16 lat w Norymbergi nie potrafiąc mówić. Postać ta obrosła mitami i tak naprawdę musimy wierzyć w ówczesne, anegdotyczne w swej naturze dowody. Dzieci takie jak on, gdy odnalezione, nie znając języka nie są już go w stanie pojąć tak dobrze, jak mogłyby to zrobić w odpowiednim do tego czasie. Mają problemy z mową, rozumowaniem i pojmowaniem. Na szczęście w dzisiejszych czasach takie przypadki są odosobnione.
Co więc dzieje się w wieku 12 lat? Nasz mózg ulega pewnym przemianom. Następuje proces lateralizacji, czyli oddzielenia prawej półkuli od lewej, pod względem funkcji mózgu. Procesy poznawcze zmieniają się i nie możemy już wchłaniać języka jak gąbka. Naturalna zdolność zanika na rzecz innych ważnych funkcji. Jak to zwykle z naszą wiedzą o mózgu, nic nie jest pewne na sto procent. Na szczęście wiemy, że w późniejszym życiu nie mają miejsca żadne podobne procesy. Czy mamy osiemnaście lat, czy siedemdziesiąt lat, jesteśmy w ten sam sposób zdolni nauczyć się języka obcego. Ważne jest to, aby utrzymywać nasz mózg w stanie ciągłej aktywności. Trzeba zajmować się twórczymi zajęciami i abstrakcyjnym myśleniem. Rozwiązywanie krzyżówek może nie wystarczyć, gdyż twórcze w swej naturze nie jest i polega jedynie na porządkowaniu informacji.
Sam proces nauki języka może nam pomóc w "rozkręceniu" mózgu, co pozwoli nam robić z niego większy użytek. Nasze mózgi są wspaniałymi instrumentami i jak dowodzą najnowsze badania z dziedziny neurologii, nigdy nie jest za późno na uczenie się nowych rzeczy. Wręcz przeciwnie, jest nawet wskazane utrzymywanie wysokiego poziomu aktywności umysłu.
